Barwy kampanii

Magdalena Ogórek
Magdalena Ogórek
Korzystając z okazji - raz jeszcze wszystkim Wyborcom uprzejmie dziękuję. Każdy głos, który złożył się na wynik 2,4%, jest dla mnie bardzo ważny. Sukcesem kampanii jest to, że udało się zmusić rząd do dyskusji o kwocie wolnej od podatku, zmianie prawa podatkowego, a nawet konstytucji. Udało się zainicjować dyskusję o sytuacji młodzieży, a nawet wstrzymać proponowane przez rząd wysyłanie wojska na Ukrainę, którego konsekwencją mogło być wciągnięcie nas w wojnę.

W amerykańskich mediach toczy się obecnie dyskusja, czy USA są gotowe na kobietę prezydenta. W Polsce jeszcze żadna kobieta, startująca w wyborach prezydenckich, nie przekroczyła trzech procent - pani Hanna Gronkiewicz - Waltz 2.8%, pani Henryka Bochniarz 1.3% - jednak musimy próbować, może kiedyś się uda.

Gdy otrzymałam propozycję od SLD, że wesprze mnie w wyborach, podjęłam ryzyko dołączenia do grona pań, które wcześniej walczyły o prezydenturę. Nie była to dla mnie łatwa decyzja. Miałam poukładane życie zawodowe, prowadziłam program w TVN BIŚ i rezygnacja z tego, co robiłam, co sprawiało mi zawodową satysfakcję, wymagała wyrzeczeń.
Propozycja SLD wyglądała na ciekawą. Zaproponowali mi, że wesprą mój własny program. Wyraziłam zgodę tylko pod warunkiem, że startuję jako kandydat niezależny (bo moje poglądy tylko w części są zbieżne z programem SLD, o czym wszyscy wiedzieli), że sama będę mogła wybrać sztab spośród znanych mi ludzi. SLD obiecało, że zbierze podpisy i dodatkowo wesprą kampanię finansowo. Ustaliliśmy, iż ja będę odwoływała się do wszystkich obywateli, natomiast do elektoratu SLD będzie odwoływała się wyłącznie partia. Przy podejmowaniu decyzji ważne też było dla mnie to, że nie stawiali żadnych warunków promowania SLD, czy ich programu oraz obietnica, że nie będą w żaden sposób ingerować w kampanię. Chodziło im o pokazanie, że wspierają kobietę, która walczy o więcej wolności w sprawach światopoglądowych dla obywateli.
Brzmiało to wiarygodnie, tym bardziej, że sytuacja, w jakiej znajdował się SLD, nie była najlepsza. Z kolei ja obiecałam, że bez względu na ilość i siłę ataków na mnie, nie wycofam się z wyborów. Więcej ustaleń nie było i dodam w tym miejscu, że nigdy nie rozmawiałam z nikim o starcie w wyborach parlamentarnych z listy SLD. Nigdy nie chciałam, nie będę i nikt mi nie proponował.

Zależało mi natomiast w kampanii, by pokazać obywatelom stan polskiego prawa, sytuację młodzieży i przedsiębiorców oraz podkreślić, że Polacy muszą uzyskać więcej wolności w sprawach światopoglądowych. Państwa w życiu obywateli jest za dużo i musimy odzyskać więcej wolności.

Miałam prosty pomysł na tanią kampanię.

Kampania miała być podzielona na dwa etapy. Pierwszy z nich, trwający do czasu zebrania podpisów, miał polegać na rzadkich spotkaniach z mediami w celu zaciekawienia programem i osobą. Z tak skromnym budżetem kampanijnym była to jedyna metoda osiągnięcia rozpoznawalności. W drugiej fazie zakładałam konferencje tematyczne, dotyczące założeń programu w mediach ogólnopolskich, z trzydniowym, wcześniejszym przygotowaniem przed każdą konferencją, by precyzyjnie wyjaśnić elementy programu. Następnie ponownie trzy dni na przygotowanie i kolejna konferencja na następny temat i tak co trzy dni. Brałam oczywiście pod uwagę, że media nie będą mnie zapraszać, wówczas w takiej sytuacji chciałam przeprowadzać debaty tematyczne z każdym z kandydatów. Dodatkowo przygotowane były materiały w postaci przekazu na youtube, w mediach społecznościowych, spoty tv oraz planowałam dwa - trzy wiece z obywatelami. To był cały pomysł na kampanię.

To tyle założenia, a jak wyszło.

Z chwilą, gdy podpisałam pełnomocnictwa, nagle powstał sztab, złożony wyłącznie z ludzi, wyznaczonych przez SLD. Ani jedna osoba nie była ode mnie. Pełnomocnik finansowy nie odbierał telefonów, albo nie udzielał żadnej odpowiedzi. Przez pierwsze dwa miesiące budżet, jaki był do dyspozycji, to 0 zł. O tym, jaki był końcowy budżet, dowiedziałam się z mediów. Gdy tylko zebrano podpisy i chciałam przejść do drugiego etapu, natychmiast rozpoczęły się straszne naciski i presja, iż muszę teraz podziękować aparatowi i zrezygnować z mojej wizji kampanii. Poinformowano mnie, że zapłacą za nakręcone spoty TV i pozostałe materiały pod warunkiem, że zrezygnuję ze swojej strategii i będę jeździć do lokalnych baronów. Byłam bez wyjścia, bo nie miałam nikogo w sztabie, a zrealizowane materiały były nieopłacone. Dalej to już były tylko przepychanki, nie kampania. Oni grali na przegraną z wynikiem, zbliżonym do dziesięciu procent, a ja skoro poświęciłam karierę i pracę w TV, starałam się na początku walczyć o zwycięstwo, ale ich strategia była dla mnie nie do pojęcia i nie dawała żadnych szans. Przegrana z 1% czy 15% to i tak przegrana. Tak więc zrezygnowałam z kampanii i jeździłam już tylko do ludzi aparatu dziękować za głosy, bo codziennie mnie naciskali, że jestem im to winna. Do teraz nie wiem, na co liczyli, bo na wyniku aparatowi, jak widać nie zależało, skoro 70% ludzi SLD zagłosowało na p. Komorowskiego, a teraz mówią, że chcieli lepszego wyniku. Zresztą dla wszystkich było jasne, że wielu działaczy gra na słaby wynik SLD, żeby startować z list PO. Tak mniej więcej wyglądały założenia i realizacja. Nie mam do sztabu już żalu, cieszę się, że mnie nie przymuszali do rozdawania jabłek.

Mam satysfakcję, że udało się poruszyć ważne dla Polaków tematy i wielką nadzieję, że nowy Prezydent będzie się musiał nimi zająć.

Jeszcze raz dziękuję Państwu za głosy, tym bardziej cenne przy tak trudnej kampanii.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj